Klub Rodzica
• Klub Rodzica ma wychodne - maj 2010
Pod koniec maja, gdy większość dzieci przebywała na „zielonej szkole”, rodzice korzystając z chwili „wolności” zorganizowali swoje spotkanie w kawiarni „Cafe Vienna”. Mieli tam okazję by przyjemnie spędzić czas, ciesząc swoje podniebienia pysznymi ciastami, deserami i napojami. Na koniec spotkania wszyscy zgodnie stwierdzili, że trzeba częściej organizować sobie takie chwile. Dziękujemy panu Wojtkowi za sfinansowanie tego popołudnia.
Pod koniec maja, gdy większość dzieci przebywała na „zielonej szkole”, rodzice korzystając z chwili „wolności” zorganizowali swoje spotkanie w kawiarni „Cafe Vienna”. Mieli tam okazję by przyjemnie spędzić czas, ciesząc swoje podniebienia pysznymi ciastami, deserami i napojami. Na koniec spotkania wszyscy zgodnie stwierdzili, że trzeba częściej organizować sobie takie chwile. Dziękujemy panu Wojtkowi za sfinansowanie tego popołudnia.
• Kolejne spotkanie z Julitą - maj 2010
• Klub Rodzica będzie kontynuował swoje spotkania
Dnia 22 stycznia 2010 odbyło się ostatnie spotkanie Klubu Rodzica w ramach projektu „Przełamać izolację – obudzić potencjał – działać profesjonalnie”. Rodzice podjęli decyzje, że działania Klubu będą kontynuowane. W sumie odbyło się kilkanaście spotkań, w części z nich uczestniczył psycholog prowadząc warsztaty. Dzięki spotkaniom, między uczestnikami Klubu Rodzica nawiązały się bliższe więzi, poczucie wspólnoty wpłynęło na lepszą samoocenę, zrodziła się chęć wspólnego działania na rzecz Stowarzyszenia, podejmowania nowych wyzwań. Działalność Klubu Rodzica ułatwiła rodzicom ubieganie się o różnego rodzaju świadczenia, poszukiwanie kolejnych terapii, rehabilitacji dla dzieci, orientację w ulgach i uprawnieniach, które im przysługują. Na każdym spotkaniu rodzice wymieniali się doświadczeniami z wychowywania dziecka niepełnosprawnego, wzajemnie się wspierając. Poczucie bezpieczeństwa na spotkaniach zapewniała rodzicom opieka wolontariuszy nad ich dziećmi, które bardzo dobrze czuły się na tych spotkaniach i z niecierpliwością czekały na następne.
Spotkania w Klubie Rodzica bardzo mi się podobały, ponieważ przez spotkania z psychologiem dały mi pewność siebie, odwagę, swobodę mówienia o sprawach trudnych i osobistych. Bardzo zaprzyjaźniłam się z rodzicami, pomagamy sobie i wspieramy nawzajem.
Spotkania w Klubie Rodzica bardzo mi się podobały, ponieważ przez spotkania z psychologiem dały mi pewność siebie, odwagę, swobodę mówienia o sprawach trudnych i osobistych. Bardzo zaprzyjaźniłam się z rodzicami, pomagamy sobie i wspieramy nawzajem.
Katarzyna Wardenga
Klub Rodzica to My, jak to ładnie brzmi. Wiele razy zastanawiałam się nad tym co by było, gdyby nie powstał Klub Rodzica. Z całą pewnością siedziałabym w czterech ścianach zamknięta i samotna. Zostawiona sama sobie ze wszystkimi problemami, których Nam matkom chorych dzieci nie brakuje. Teraz mamy Klub Rodzica "NASZ KLUB". Co dwa tygodnie spotykamy się, rozmawiamy, poruszamy nurtujące Nas problemy. Próbujemy je rozwiązywać, pomagać sobie, a co najważniejsze wspieramy się wzajemie i czjemy się potrzebne. Mogłoby się komuś patrzącemu na Nas z boku wydawać to może śmieszne, nie wszyscy potrafią Nas zrozumieć, ale dla Nas matek spotkania w Klubie to swoista odskocznia i nabranie dystansu do otaczającego Nas świata. To są 2-3 godziny, które są tylko dla Nas. Prawda, że idąc do Klubu zabieramy ze sobą nasze dzieci, ale mają one przez cały ten czas zapewnioną opiekę wolontariuszy. Bawią się tam, rysują, malują, a My w spokoju w tym czasie możemy zająć się sobą. Taki psychiczny komfort mamy tylko dzięki temu, że powstał Klub Rodzica, a My mamy gdzie przyjść. Same dzieci nie mogą się doczekać tych spotkań, im też jest tam bardzo dobrze. Jak bardzo te spotkania były Nam potrzebne – chyba żadna z Nas nie zdawała sobie z tego sprawy, w jakim szarym świecie od wielu lat żyłyśmy. To właśnie Klub Rodzica daje Nam choć odrobinę "oddechu" - którego tak brakuje Nam na co dzień. To tu zaczęłam się uśmiechać, dostaję tyle wsparcia i energii od matek i nie tylko. Mamy w swoim gronie rodzynka. Wychodzę z tych Naszych spotkań pełna optymizmu, radości, czuję się doceniana i potrzebna. Już nie jesteśmy zamkniętne w swoich domach i samotne, mamy teraz Klub a w nim siebie, to tak wiele dla Nas znaczy. Nie potrafię sobie wyobrazić, że nie było by już Naszego Klubu i naszych spotkań. Co by się z nami wtedy stało? Jest na to prosta odpowiedź – znowu zostałybyśmy same ze sobą i ze swoimi problemami i zamknęłybyśmy się w swoich skorupach. Klub dla Nas to światełko w ciemnym tunelu, oby Nam zawsze świeciło i nigdy nie zgasło.
Beata Górka
• Od maja 2009 ruszył Klub Rodzica. Zapraszamy!
Klub Rodzica powołany został z myślą o rodzicach dzieci niepełnosprawnych. Tu mogą się spotkać przy kawie, porozmawiać a także uzyskać wsparcie psychologa.
Miejsce spotkań: Internat SOSW, ul. Mikołowska 21, Rybnik
(wejście z boku budynku - od ul. Długosza)
Proponujemy:
- wspólna kawa, herbata, ciasto,
- grupa wsparcia - dzielenie się własnymi sprawami i przeżyciami,
- spotkania z psychologiem - warsztaty i konsultacje,
- pomysły do nowych działań, tworzenie wniosków o dotacje.
W trakcie spotkań Klubu Rodzica zapewniamy opiekę nad dziećmi
Koordynuje: Joanna Tarnowska – 698 388 528
Miejsce spotkań: Internat SOSW, ul. Mikołowska 21, Rybnik
(wejście z boku budynku - od ul. Długosza)
Proponujemy:
- wspólna kawa, herbata, ciasto,
- grupa wsparcia - dzielenie się własnymi sprawami i przeżyciami,
- spotkania z psychologiem - warsztaty i konsultacje,
- pomysły do nowych działań, tworzenie wniosków o dotacje.
W trakcie spotkań Klubu Rodzica zapewniamy opiekę nad dziećmi
Koordynuje: Joanna Tarnowska – 698 388 528
• JESTEM MATKĄ NIEPEŁNOSPRAWNEGO DZIECKA...
Jestem matką niepełnosprawnego dziecka, i jak wiele matek dzieci niepełnosprawnych, borykam się z problemami w życiu. Wiele wysiłku muszę włożyć w wychowanie mojego dziecka żeby zobaczyć choć drobny kroczek na przód. Wychowanie to ciągła walka, ciągłe wyzwania, tak często brakuje mi sił… Drobne kroczki mojego dziecka dają satysfakcję, ale często kosztują tak wiele wysiłku i mozolnego działania, że nawet nie mam siły się nimi cieszyć.
Uczestniczyłam w wiele kursach i szkoleniach, po to by pomóc mojemu dziecku. Różny był ich przekaz i skutek. Chciałam zawsze wiedzieć i umieć jak najwięcej, żeby moje dziecko mogło się rozwijać. Wzięłam więc udział także w szkoleniach zorganizowanych przez Stowarzyszenie „Razem”. Dokładnie były to trening umiejętności wychowawczych i społecznych z wykorzystaniem pedagogiki Gestalt oraz szkolenie z zakresu pedagogiki zabawy (tzw. Klanza). To czego doświadczyłam na tych warsztatach nie mogę porównać do żadnego ze skończonych kursów. Dana mi była możliwość szkolenia się nie tylko z rodzicami dzieci niepełnosprawnych, ale również z nauczycielami uczącymi w szkole do której chodzi moje dziecko (tj. nauczycielami ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Rybniku). Podejście i ciepło jakie otrzymałam ze strony prowadzącej, jak i ze strony nauczycieli jest nie do opisania. To trzeba przeżyć samemu. To było takie ludzkie, prawdziwe, normalne. Nikt nie zwracał uwagi kto jest nauczycielem, a kto rodzicem! Nigdy przedtem nie dostałam tak wiele ze strony nauczycieli, a mam niemałe doświadczenie w tej materii. Co prawda syn ma zaledwie 10 lat, ale córka ma 20 lat i wierzcie mi, że przez lata jej nauki przeszłam gehennę… Szkoła integracyjna do której uczęszczał mój syn ma tylko w nazwie integracyjna, bo trudno mówić, że tam odbywa się integracja: syn był cały czas wytykany przez inne dzieci i krytykowany przez nauczycieli za swoją niepełnosprawność. Teraz widzę jak mogą różnić się nauczyciele i ich podejście do nas rodziców - teraz to widzę dokładnie. Dopiero bowiem teraz mogę powiedzieć, że w końcu trafiliśmy (ja i mój syn) na swoje miejsce i jesteśmy tam, gdzie powinniśmy być. Tu nam nikt nie wytyka w kółko naszych błędów i naszych ułomności. Przyjmują nas takimi jakimi jesteśmy. To mogę z czystym sumieniem nazwać integracją, a nauczycieli Ośrodka nazwać prawdziwymi nauczycielami…
Atmosfera panująca na szkoleniach była tak wspaniała, że potrafiłam wobec obcych sobie ludzi otworzyć się zupełnie. Nie czułam żadnego wstydu, co byłoby zrozumiałe w takiej sytuacji. Matki, z którymi tam byłam, to wspaniałe kobiety, obserwowałam każdą z nich, one też potrzebowały dobrego słowa i wsparcia. Myślę, że każda z nas dostała to, po co przyszła na to szkolenie. I choć zajęcia nie były krótkie, chętnie na nie wracałam i czekałam co dziś nowego się dowiem i czego się nauczę.
Osobiście wiele zyskałam, mam nowych przyjaciół, na których mogę liczyć, nauczyłam się jak pracować z synem, co powinnam robić, a czego unikać, jak można wspaniale bawić się z dzieckiem a jednocześnie uczyć je i usprawniać. Czas przeznaczony na szkolenie wykorzystałam maksymalnie i wyniosłam z niego ile się dało, zarówno dla syna, jak i dla siebie. Nowe wiadomości wręcz chłonęłam całą sobą, bo tak naprawdę ciągle niewiele wiemy. Nowe metody nauki i zabawy, no i terapii, które poznałam naładowały moje baterie, które były już na wyczerpaniu. Znowu poczułam się silna i gotowa do walki, bo przecież nie oszukujmy się, każdy dzień dla nas to walka o przetrwanie. Mam nadzieję na dalsze spotkania, gdzie będą mogła porozmawiać z innymi o własnych problemach, spotkać się z kolejnym specjalistą. To bardzo dużo daje. Nauczyłam się doceniać siebie i swoją pracę, patrzeć na siebie innym okiem. Zauważyłam, że my matki mamy też swoje potrzeby i pragnienia, bo jak dotąd miałyśmy klapki, widziałyśmy tylko nasze dzieci zapominając zupełnie o sobie a przecież my też jesteśmy WAŻNE.
Jestem matką niepełnosprawnego dziecka, i jak wiele matek dzieci niepełnosprawnych, borykam się z problemami w życiu. Wiele wysiłku muszę włożyć w wychowanie mojego dziecka żeby zobaczyć choć drobny kroczek na przód. Wychowanie to ciągła walka, ciągłe wyzwania, tak często brakuje mi sił… Drobne kroczki mojego dziecka dają satysfakcję, ale często kosztują tak wiele wysiłku i mozolnego działania, że nawet nie mam siły się nimi cieszyć.
Uczestniczyłam w wiele kursach i szkoleniach, po to by pomóc mojemu dziecku. Różny był ich przekaz i skutek. Chciałam zawsze wiedzieć i umieć jak najwięcej, żeby moje dziecko mogło się rozwijać. Wzięłam więc udział także w szkoleniach zorganizowanych przez Stowarzyszenie „Razem”. Dokładnie były to trening umiejętności wychowawczych i społecznych z wykorzystaniem pedagogiki Gestalt oraz szkolenie z zakresu pedagogiki zabawy (tzw. Klanza). To czego doświadczyłam na tych warsztatach nie mogę porównać do żadnego ze skończonych kursów. Dana mi była możliwość szkolenia się nie tylko z rodzicami dzieci niepełnosprawnych, ale również z nauczycielami uczącymi w szkole do której chodzi moje dziecko (tj. nauczycielami ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Rybniku). Podejście i ciepło jakie otrzymałam ze strony prowadzącej, jak i ze strony nauczycieli jest nie do opisania. To trzeba przeżyć samemu. To było takie ludzkie, prawdziwe, normalne. Nikt nie zwracał uwagi kto jest nauczycielem, a kto rodzicem! Nigdy przedtem nie dostałam tak wiele ze strony nauczycieli, a mam niemałe doświadczenie w tej materii. Co prawda syn ma zaledwie 10 lat, ale córka ma 20 lat i wierzcie mi, że przez lata jej nauki przeszłam gehennę… Szkoła integracyjna do której uczęszczał mój syn ma tylko w nazwie integracyjna, bo trudno mówić, że tam odbywa się integracja: syn był cały czas wytykany przez inne dzieci i krytykowany przez nauczycieli za swoją niepełnosprawność. Teraz widzę jak mogą różnić się nauczyciele i ich podejście do nas rodziców - teraz to widzę dokładnie. Dopiero bowiem teraz mogę powiedzieć, że w końcu trafiliśmy (ja i mój syn) na swoje miejsce i jesteśmy tam, gdzie powinniśmy być. Tu nam nikt nie wytyka w kółko naszych błędów i naszych ułomności. Przyjmują nas takimi jakimi jesteśmy. To mogę z czystym sumieniem nazwać integracją, a nauczycieli Ośrodka nazwać prawdziwymi nauczycielami…
Atmosfera panująca na szkoleniach była tak wspaniała, że potrafiłam wobec obcych sobie ludzi otworzyć się zupełnie. Nie czułam żadnego wstydu, co byłoby zrozumiałe w takiej sytuacji. Matki, z którymi tam byłam, to wspaniałe kobiety, obserwowałam każdą z nich, one też potrzebowały dobrego słowa i wsparcia. Myślę, że każda z nas dostała to, po co przyszła na to szkolenie. I choć zajęcia nie były krótkie, chętnie na nie wracałam i czekałam co dziś nowego się dowiem i czego się nauczę.
Osobiście wiele zyskałam, mam nowych przyjaciół, na których mogę liczyć, nauczyłam się jak pracować z synem, co powinnam robić, a czego unikać, jak można wspaniale bawić się z dzieckiem a jednocześnie uczyć je i usprawniać. Czas przeznaczony na szkolenie wykorzystałam maksymalnie i wyniosłam z niego ile się dało, zarówno dla syna, jak i dla siebie. Nowe wiadomości wręcz chłonęłam całą sobą, bo tak naprawdę ciągle niewiele wiemy. Nowe metody nauki i zabawy, no i terapii, które poznałam naładowały moje baterie, które były już na wyczerpaniu. Znowu poczułam się silna i gotowa do walki, bo przecież nie oszukujmy się, każdy dzień dla nas to walka o przetrwanie. Mam nadzieję na dalsze spotkania, gdzie będą mogła porozmawiać z innymi o własnych problemach, spotkać się z kolejnym specjalistą. To bardzo dużo daje. Nauczyłam się doceniać siebie i swoją pracę, patrzeć na siebie innym okiem. Zauważyłam, że my matki mamy też swoje potrzeby i pragnienia, bo jak dotąd miałyśmy klapki, widziałyśmy tylko nasze dzieci zapominając zupełnie o sobie a przecież my też jesteśmy WAŻNE.
Beata Górka
• PIERWSZE SPOTKANIE RODZICÓW
Dnia 8 maja 2009 odbyło się pierwsze spotkanie naszego Klubu. Rozpoczęliśmy je warsztatami z psychologiem Dagmarą Marculą – Kowalską i trenerem wspomagającym Karoliną Kapias. Grupa rodziców zebrała się w Biurze Stowarzyszenia i zaczęło się. Na początku trochę niepewności, ale już po chwili śmiech, zabawa, żarty. Rodzice mieli okazję poznać się lepiej, porozmawiać o swoich dzieciach, wymienić się doświadczeniami w ich wychowaniu. Dzielili się cennymi radami: jak radzą sobie w trudnych sytuacjach, jakie ich dzieci poczyniły postępy dając nadzieję pozostałym rodzicom.
Dnia 8 maja 2009 odbyło się pierwsze spotkanie naszego Klubu. Rozpoczęliśmy je warsztatami z psychologiem Dagmarą Marculą – Kowalską i trenerem wspomagającym Karoliną Kapias. Grupa rodziców zebrała się w Biurze Stowarzyszenia i zaczęło się. Na początku trochę niepewności, ale już po chwili śmiech, zabawa, żarty. Rodzice mieli okazję poznać się lepiej, porozmawiać o swoich dzieciach, wymienić się doświadczeniami w ich wychowaniu. Dzielili się cennymi radami: jak radzą sobie w trudnych sytuacjach, jakie ich dzieci poczyniły postępy dając nadzieję pozostałym rodzicom.
Zaś zajęcia prowadzone przez psychologa pozwoliły rodzicom spojrzeć na siebie z innej strony, zobaczyć ile pozytywnych cech w nas tkwi. Jaki mamy ukryty potencjał. Podczas gdy rodzice pracowali nad swoim wnętrzem, dzieci miały zapewnioną opiekę, ciekawe zajęcia i świetną zabawę. Czekamy na następne spotkania i zapraszamy kolejnych chętnych rodziców.
Zobacz także:
Klub Rodzica działa przy wsparciu finansowym udzielonym przez Islandię, Lichtenstein i Norwegię ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego, Norweskiego Mechanizmu Finansowego oraz budżetu Rzeczypospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych

















